#motywatory

W tej sekcji publikowane są notatki osób, którym udało się wyjść z kryzysu. Mam nadzieję, że będą one stanowić inspirację do działania. Pod każdym postem znajduje się link do profilu społecznościowego publikującej osoby. To są prawdziwe historie.

Chciałabym podziękować wszystkim, którzy wspierali mnie w poszukiwaniu pracy!

Podobnie jak wiele osób, w wyniku pandemii z dnia na dzień dostałam wypowiedzenie. Miałam dzień załamania, strasznego kryzysu, a potem poczułam w sobie silną determinację do walki. "Magda, masz w sobie tę lwicę, obudź ją!" - to było jedno z wielu miłych zdań, jakie usłyszałam na swój temat. Czas poszukiwania pracy był stresujacy i ciężki, jednak nie poddawałam się. Było warto! :) Choć nie każdy z wielu procesów rekrutacyjnych kończył się wynikiem pozytywnym, to w trakcie moich poszukiwań na #LinkedIn poznałam fantastycznych ludzi, osoby wspierające się nawzajem i pracujące w interesujących organizacjach oraz projektach. Mój wysiłek został wynagrodzony, gdy po profesjonalnie przeprowadzonym procesie rekrutacyjnym w jednej ze znanych firm w Polsce dostałam odpowiedź: "Mam nadzieję, że będziesz miała miły weekend, ponieważ chcemy Cię zatrudnić! A czy mogę Ci mówić Madzia? :)"

Tak! Znalazłam pracę w fantastycznym miejscu, o którym poinformuję już niedługo.

Mam nadzieję, że moja historia da nieco więcej nadziei i determinacji innym, by znaleźli w sobie siłę do poszukiwania pracy w tym trudnym okresie. Trzymam za Was kciuki i wspieram!

 Magdalena, 28.04.2020

Być jak Napoleon, ale na rowerze ;)

Moja ścieżka zawodowa trwa już 17 lat. Zaczynałem od roli Doradcy Klienta na Infolinii, Telemarketing. Ktoś dostrzegł mnie i dał mi rolę Lidera/Kierownika Sekcji. Ta pierwsza firma była moją matką jeśli chodzi o nabywanie kompetencji. Mimo, iż byłem pracownikiem outsourcingowym, czułem się dumnie, podczas gdy pracownicy etatowi, nigdy nie wyściubiających nosa za swoich 2 m2, nie myślą w ogóle by się rozwijać, jednak zazdrośnie patrzą na nas i widzą dla siebie zagrożenie. Kolejne kroki, to były chęci własnego rozwoju, nowy projekt na skalę Polski, wiedziałem trochę więcej, niż reszta obywateli - prestiż. bum, kolejne cenne umiejętności wpadły na konto. A że była to korporacja to i wypalać potrafi, czas 'na odpoczynek' zatem przyszedł, na szczęście tylko na 9 miesięcy. Kolejny pracodawca trudny, z domieszką nepotyzmu, a nawet zapędów sekciarskich. Nie żałuję, a dlaczego? Bo nauczyłem się 'jak należy NIE zarządzać'. Ponieważ tęskno mi było za profesjonalizmem pełną gębą, związałem się z firmą, która mi to oferowała. Po 7 latach byłem wrakiem człowieka (korpo) z depresją, uzależnieniem, załamaniem poczucia własnej wartości, poczucia totalnej nieprzydatności. Powód: mobbing. Bardzo ważne jest by wiedzieć jakie są jego objawy. Rekonwalescencja trochę trwała, co prawda podjąłem próbę by mieć jakieś zajęcie, nawet jednocześnie edukację. I tak edukację z perspektywy czasu chwalić będę po wsze czasy, natomiast pracę tylko dla samej wypłaty będę przeklinał. Nie ma nic gorszego być zmuszonym do podjęcia pracy, której się nie lubi, brzydzi, w której działa się nieetycznie, a klienta ma się po prostu gdzieś. To wówczas ukształtowało mi się przekonanie, że człowiek nie ma wpływu na swój los ... Ale przynajmniej trwała edukacja, dała mi wgląd w siebie, odkryłem swoje potrzeby, wartości, dostosowałem je do swojej tożsamości, nabrałem nowych wspierających przekonań. Po 1 roku już zaprocentowała zmianą pracy, która wpisała się doskonale w moje oczekiwania. Poznałem niesamowitych ludzi, miałem szansę ich wspierać na swoich zasadach, jednocześnie sam praktykując nową branżę, bo tak: chodziło o przebranżowienie. Kiedyś dostałem szansę bycia kierownikiem, i kontynuacji tej drogi zawodowej, ale po akcji z mobbingiem wiele rzeczy zweryfikowałem - chcę pracować z ludźmi dla ludźmi, nawet nie jest ważna kasa. Niestety pracodawca tak jak mnie rekrutował i ostatecznie przyjął jeden szef, to drugi już mnie wdrażał i prowadził. Zasadnicza różnica. Docelowy szef jednak nie potrafił podejmować decyzji, obgadywał pracowników i każdemu przekazywał inną wersję ustaleń. A pracowników było poniżej 20, i wierzcie mi, oni się znali od podszewki i rozmawiali ze sobą. Wyciągnąłem co się dało z firmy w ramach kompetencji, byłem dumny też z siebie, iż mogłem bronić swojej opinii, rekomendacji i powoływać się na ustalenia. Zaowocowało nie przedłużeniem umowy po 1,5 roku. I tu się zaczęło. Sytuacja podobna do rekonwalescencji i leczenia depresji. Bez pracy, ale już z wypracowanymi przekonaniami, co pozwoliło mi się skupić na sobie. Dochodziło do wielu sytuacji, które niektórym poszukującym pracy, wydałoby się szalone. Na przykład zaproszono mnie do procesu rekrutacyjnego, miałem rozmowę telefoniczną, wywiad przebiegł zgrabnie, dostaję info, że II etap to spotkanie i dostanę feedback co dalej do końca "przyszłego tygodnia". Czekam bieżący, kolejny tydzień, potem miałem weekend w Londynie, wracam i w kolejnym tygodniu sam się kontaktuję. Brak kontaktu, nie odbiera, nic nie pisze, więc piszę ja. Odpowiedź w ciągu 5 min, że choroba, że niedostępna, itd. a ja na to, że ... z Tobą ... to już drugi raz taka sytuacja, dwa lata temu rozmawialiśmy o innym stanowisku w innej firmie, i feedback był dokładnie taki sam, mówię, że to nie profesjonalne, i że to nie są moje standardy. Szczęka opadła. I zgadnijcie co? Po 2 tygodniach dostaję maila od ..., że jednak nie dostałem się do II etapu rekrutacji. Dziwne, co nie? Wiem, że należy budować stereotypowego myślenia, tworzenia mitów, itp. ale rekruterzy czasów obecnych są po prostu pod względem udzielania feedbacku na poziomie żenującym. A jak widać łatwo zapamiętać osoby, które nie szanują drugiego człowieka. Mówią, że jest rynek pracownika, nie ma czegoś takiego w Polsce. Można to zjawisko dostrzec w wąskich branżach, jak IT, transport, itd. Dyskryminacja ze względu na wiek - nie tylko silversi mają z tym problem, ale już osoby po trzydziestce. Nie podawanie widełek w wynagrodzeniu, wymagania, które w połowie nawet nie będą wykorzystywane, wszystko to się przyczynia do tego, że duża część społeczeństwa pracuje za najniższą krajową z dodatkiem pod ladą w kopercie. Z perspektywy czasu, najważniejsze moim zdaniem to wiedzieć czego się oczekuje, znać swoje potrzeby i wartości jakich szukamy u przyszłego pracodawcy, tak byśmy mogli się genialnie sparować, a jakie rezonans z tego potem wychodzi. Druga rzecz to też świadomość społeczeństwa co do posiadanych praw, ale również opory przed zmianą, naprawdę lepiej kisić się w słoiku własnego narzekania czy frustracji, obwiniać wszystkich dookoła - to nie pomaga. Lepiej zaakceptować aktualny stan rzeczy i zrobić krok do przodu, nawet najmniejszy, ryzykowny, ale z perspektywą, że zawsze możesz zrobić ten mały krok w tył. Zawsze już będziesz innym człowiekiem, bardziej świadomym. Takiej zasady się uparcie trzymałem. I wiecie co? Pojawiło się jakiś czas temu takie ogłoszenie o pracę, na które odpowiedziałem ot tak sobie z lenistwa, a już na pewno nie z jakimikolwiek oczekiwaniami, ze coś z tego będzie. Trzeba zaznaczyć, że oferta była wow, obowiązki wow, kompetencje i wymagania wow, oferta wowx2. Jaki czas temu sprecyzowałem sobie taką definicję rynku pracownika, iż rynek pracownika ma miejsce wówczas, gdy patrząc na ogłoszenie, nie sprawdzasz czy spełniasz wymagania, tylko jakie wyzwania na Ciebie czekają i co de facto będziesz robić - to jest dopiero prosto spod serducha - czysta motywacja wewnętrzna, najbardziej spójna wewnętrznie z nami. I co? Tak, przeszedłem pozytywnie ten proces rekrutacyjny, właśnie się wdrażam. Przeszedłem przez 3 etapy i uważam, że dałem czadu. I wiecie co jeszcze? Co zrobią Ci wszyscy pracodawcy co zwalniali swoich pracowników? Psssst, to jest nieważne czy okazali się Januszami biznesu, czy byli dopiero na początku prowadzenia swojej działalności, czy zaniedbali swój interes podejściem sprzed 30 lat, a może po prostu się obawiali. Zawalcz o siebie, jakiś mały krok, może kurs internetowy, może pisanie artykułów, wydaje się, że zawsze można wrócić do bezpiecznej strefy, wziąć zwolnienie, opiekę nad dzieckiem, itp. Wirus Nas wykorzystuje czy my wykorzystamy wirusa?

 Piotr, 16.04.2020

Czy zatrudnienie w kryzysie jest możliwe, czy warto teraz aktywnie działać? Pomimo tego, że pewnie sporo osób na oba pytania odpowie przecząco, przedstawię liczby. Ostatnie trzy tygodnie to około 700 kandydatów, którzy zwrócili się do Pana Artura Dzięgielewskiego z prośbą o wsparcie w związku z uruchomioną przez niego stroną internetową hrpogotowie.pl. Inicjatywa opatrzona jest hasztagiem #pomoc. To serwis łączący profile LinkedIn kandydatów z potencjalnymi pracodawcami. Pan Artur bardzo aktywnie promuje pomysł i zamierza go po pandemii rozwijać. Czemu o tym piszę akurat tutaj? Są efekty. Siedem osób znalazło pracę w kryzysie. Mówimy o okresie, gdzie większość rekrutacji została wstrzymana. Warto spróbować, bo to nic nie kosztuje. Udostępniamy jedynie swój profil na LinkedIn. Myślę, że pomysł fajny, bo widać naszą aktywność – to więcej niż suche CV.

 Tomasz, 15.04.2020

Pracę znalazłam przez LI. Bardzo lubię ten portal, jestem tu często. Zarówno komentuję, czasami coś piszę, ale stale obserwuję moją sieć i staram się ją rozszerzać. Do znajomych często zapraszam osoby, które wyrażają ciekawe poglądy, piszą, mówią coś ciekawego, niekoniecznie pokrywającego się z tym, co myślę, ale zawsze wnoszącego coś do mojego świata. Bo na LI staram się mieć swój świat - ludzi z branży, ale i osoby, które wykonują zawodowo coś, co mnie interesuje, ale nie jest związane bezpośrednio z moją branżą. Mam też swoich mentorów, wzory do naśladowania lub potencjalnych zleceniobiorców. Akurat teraz, w tych trudnych czasach, kiedy większość rekrutacji jest zawieszana lub pada, zadziałał czynnik wspólnych zainteresowań i obserwowania przeze mnie branży, a z niej firmy, która mnie zaintrygowała. Ciekawe poglądy osób tam pracujących, ciekawe sylwetki, ścieżki kariery, ale też filozofia firmy, wartości i bardzo potencjałowe produkty. Firmę, w której aktualnie mam przyjemność pracować obserwowałam od dłuższego czasu, ale akurat teraz pojawił się wakat - zostało stworzone nowe stanowisko pracy, o czym na swoim profilu informował sam Prezes :) Znałam firmę, z portalu "znałam" Prezesa, więc od razu w wiadomości prywatnej, zaproponowałam siebie na to stanowisko :). A że moje doświadczenie i kwalifikacje bardzo odpowiadały branży i specyfice działalności firmy, mam wrażenie, że obie strony są usatysfakcjonowane :) Co sprawiło więc, że znalazłam pracę? To, że akurat teraz, to czysty przypadek, szczęście. A to, że znalazłam firmę tak odpowiadającą mi - to to, że wyłowiłam ją na LI jakiś czasu temu, bo byłam pod wrażeniem rozwoju i innowacyjności produktów, które wytwarza. I to cała tajemnica sukcesu :)

 Aleksandra, 11.04.2020